ur. w 1983 roku w Elblągu. Poeta, literaturoznawca, krytyk literacki. Publikował w wielu ogólnopolskich czasopismach literackich, tłumaczony m.in. na niemiecki, czeski, turecki, litewski i angielski. Laureat m.in. Konkursu im. Haliny Poświatowskiej w Częstochowie, Rafała Wojaczka w Mikołowie, Konkursu im. Zbigniewa Herberta w Toruniu oraz Międzynarodowego Konkursu OFF Magazine w Londynie. Wydał tomik "ciuciubabka" (Biblioteka Arterii, Łódź 2011), nominowany do nagrody debiutanckiej książki roku w konkursie Złoty Środek Poezji w Kutnie oraz tom Abrakadabra (Biblioteka Arterii, Łódź 2014). Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Mieszka w Toruniu.
Chatamorgana
czy komuś się śnimy na ślepo
tocząc się pod powieką jak grudka gnoju
zostaw nas w spokoju żuku piaskowy starcze
przyspieszający w sam pępek nocy
ciągnący nitki neurytów do czarnych chat
gdzie świat jest jak truchło w formalinie
rozkład na koszmary pierwsze lepkie
jak palce zaciśnięte na landrynkach
ukrytych głęboko na gorzkie żale
cicho maleńka nie mów ani słowa
nie zwracaj uwagi na hałas który słyszysz
to tylko bestia pod twoim łóżkiem
w twojej szafce w twojej głowie
to tylko zwykła chatamorgana
dłonie rosną wyciągają się
naciskają na ciemność którą co rano
pałaszujemy łyżkami jak owsiankę
ulało się ulało się
ulało
Wiersz dla Ricka Grimes’a
czy czujesz jak gorączka gada poruszając cudzymi ustami
szmatami które powiewają na ogniu płosząc płomienie jak leśne zwierzęta
zwierzenia uderzają z siłą kotwicy cumują w gardłach zimują w nas
miasta nie żyją ale chodzą przechodzą od ciała do ciała
całują jak judasz prosto w usta ustaw się w szeregu ocalałych
wyceluj broń przeciw ścierwu co łamie język jak zapałkę
zaprawdę lori nigdy nie istniała jej biodra i grzech to ciężki sen
serce wstrząsane gwałtowną febrą nie otwieraj go
wiesz co jest w środku
Gorzkie końce lizaków
a dirly dirly dirly dam
pamiętają jeszcze wyraźnie
kobiety piły ich szpik
jak rtęć z termometrów
skruszonych gorączką
wędrowali kawałek po kawałku
przez żołądki pełne malin i nembutalu
one były zawsze pięknie smutne
daleko od domu jak rozgrzane
do białości odłamki meteorytów
to jest mapa tych wszystkich kraterów
teraz pływają w nich otyłe ryby
w ciasnych gorsetach z galarety
odciskają swoje blade płetwy
w chłodnych cementowych alejach
na jednym z brzegów mężczyźni
obcinają siwe włosy marilyn monroe
zawiązują kosmyki na serdecznych palcach
przysięgają wierność i idą do swoich fabryk
Elegia po rozbiórce zakładu fryzjerskiego
Wiek żyje od włosa do włosa
w powietrzu osieroconym
żyje jak jajo
z którego lęgnie się owoc
gadatliwe nożyczki fryzjerki tną sny
na wychudzone kadry negatywów
nie znajdziesz już chemikaliów
które odczynią uroki ułożą kolory
ostatni flakon ktoś wypił wieki temu
myląc go z płynem na porost włosów
tamte włosy których odrastającą mantrę
nuciły cięcia grzebienia i tranzystory były
czarnym bezpłodnym puchem dmuchawców
wciskały się w szpary w podłodze i w ziemi
jak pluskwy uciekające przed światem
potem warstwa po warstwie zjadały fundament
chwiała się buda chwiejny był krok i noc
chwiał się ostrzyżony sens który suszyły suszarki
za oknem chwiały się na wietrze łomy i chwasty
został tylko grząski i jałowy język boga
na którym wyrastają i chwieją się
włosy i brzytwy
Abrakadabra
promień swój wyślij w śmierć
najpierw to bredzenie szczelnie zamkniętą nocą
pod nosem odbezpieczone zaklęcia które
najpierw rozerwą pościel a zaraz potem świat
cóż za piękne zgliszcza co szukają się jak rtęć
to jest hokus-pokus co chwyta cię za gardło
ukrywasz w garści jajo robaka jak perłę
potem jest chodzenie brodzenie w galarecie
ściętej znudzoną dłonią śpiącego magika
wiąże cię z nim dziecinna poufałość i znak
na ciele na piasku na przetłuszczonych szybach
na których deszcz wywabia bluźnierstwa pisane
zgubionym sympatycznym alfabetem łoju
czary mary czy już jesteś zaczarowany
odwrócony na stronę wrażliwą jak lakmus
wykryjemy w ustach te twarde oceany
będzie z nich potop który pozwoli ci zasnąć
bowiem to co powiedziane to uczynione
co zostało określone musi przeminąć